Ha! Trafilismy w koncu do Jaipuru! Nocleg mielismy zapewniony u Hetel - bardzo sympatycznej dziewczyny, ktora poznalismy na konferencji. No ale jak to zwykle bywa natknelismy sie na male problemy... Hetel przyjechala do nas do Agry i zostalo kilka godzin dluzej niz planowala. Rodzice sie bardzo zdenerwowali wiec stwierdzilismy, ze nie bedziemy jej zawracac glowy. Kara dla Hetel miala byc rezygnacja z pracy w organizacji oraz slub za dwa miesiace... Rodzice na szczescie zmienili zdanie kiedy Hetel okazala skruche i obiecala wiecej sie nie spozniac. Ech... Dla nas pokoj zaczal zalatwiac ktos inny. Trafilismy w troche odlegle miejsce od centrum ale dosc przyjemne. Kiedy siedzielismy w pokoju przyszla do nas wlascicielka i jak dowiedziala sie, ze jestesmy z Polski to sie usmiechnela i stwierdzila, ze w takim razie powinnismy znac Abisheka... Tak!! Maciek mieszkal z nim przez dwa miesiace w rozowym domku. Abi pracowal w zeszlym roku w komitecie narodowym. Ale czad! Nie ma to jak zbieg okolicznosci!
Spedzilismy w Jaipurze poltora dnia. Caly dzien zwiedzalismy. Zakochalam sie w tym miescie. Najbardziej zauroczyl mnie fort Amber oddalony o 10 km. Poza tym Wieza Wiatrow, z ktorej kiedys kobiety mogly obserwowac ludzi przez male okienka. No i cale miasto ogolnie. Wszystkie budynki w centrum pomalowane sa na rozowo... pomalowali je wiele lat temu z okazji przyjazdu ksiecia Alberta. Hmm, u nas malowalo sie trawe na zielono a u nich budynki na rozowo.
Pod koniec dnia poszlismy na bazar. Chcielismy sie troche obkupic, a ze biali jestesmy to wszyscy na nas zwracali uwage i wciagali do sowich stoisk, zeby pokazac co maja. No i zeby nas naciagnac :D I tu skladam hold Maciejowi S. ktory tak latwo sie nie daje i szal, ktory chce nam sprzedawca wepchnac za 1200 rupii kupuje za 200 !!!! I robi tak w kazdym miejscu w ktorym cos kupujemy :) Ha! W miedzyczasie zahaczylismy o polecona nam restauracje i zjedlismy pyszne indyjskie dania. Mniam. A wiecie co jest najlepsze? Ze w ogole nie chorujemy. Wszyscy nas uprzedzali, ze pierwsze dni beda trudne jesli chodzi i przyzwyczajenie sie do jedzenia... a my nic. No, trzeba odpukac, bo przeciez jeszcze tydzien przed nami i wszystko sie moze zdarzyc.
Jesli chodzi o Jaipur to chyba wszystko... Zdjecia oczywiscie wrzuce. I oczywiscie nie wiem kiedy. Tym razem nie mamy ze soba Maciejowego laptopa a na nim sa wszystkie zdjecia :) heh, mam nadzieje, ze uda nam sie Wam w koncu cos pokazac :)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment